Historia budowy
W październiku zeszłego roku zaczęliśmy budowę naszego galara – projektu, który zrodził się z marzeń i… odrobiny szaleństwa. Od początku wiedzieliśmy, że zrobimy to sami – bez skrótów i gotowych rozwiązań.
Pierwszy etap – spawanie kadłuba – odbywał się w Cigacicach. to tam wszystko się zaczęło i działo przez długie miesiące. Na przydomowym podwórku, pod okiem prawdziwego czeskiego mistrza spawarki, powstał piękny, precyzyjnie wykonany stalowy szkielet naszej łodzi. Każdy spaw był dziełem sztuki – naprawdę! I ten dziubek 🫠

Po spawaniu przyszedł czas na malowanie – najpierw minia, potem warstwy farby, które miały chronić kadłub przed czasem i wodą. Transport na plac przy porcie był osobnym logistycznym wyzwaniem (kadłub ma 13,5m, na wiosce trzeba było usunąć samochody spod domów, żeby można było manewrować wąskimi uliczkami), ale udało się – stalowa konstrukcja trafiła na plac przy porcie.

Zaczęła się budowa drewnianej zabudowy z modrzewia. Heblowanie, szlifowanie, impregnacja, montaż – wszystko z najwyższą dbałością o szczegóły. Przez nasze ręce przeszło kilometry desek i litry oleju (śmierdziało strasznie ;p)

Przed wodowaniem zamontowaliśmy silnik – serce galara. Pierwsze próby były ekscytujące i nieco nerwowe.
I wreszcie – wodowanie (oglądanie tej akcji tylko dla ludzi o mocnych nerwach) Dla nas najbardziej emocjonujący moment całego projektu. Łzy wzruszenia mieszały się z niedowierzaniem i olbrzymią satysfakcją.
Docieranie silnika i testy manewrowości dały nam namiastkę tego, co czeka nas w pięknym, długim rejsie do Poznania- portu macierzystego.
To wszystko stało się możliwe dzięki pracy, uporowi i… ogromnej pomocy przyjaciół, którym jesteśmy ogromnie wdzięczni. Bez Was to by się nie udało. ❤️ Dziękujemy!! Honzik, Nathan Adler, Garstka Leszek, Salto de Miro, Piotr Henselek, Maja Okamgnienie, Creatorios, Hans, Bystry, Merti, Antek.

To była długa droga – pełna zmęczenia, nerwów, śrub, iskier i zapachu drewna. Ale widok naszej Tradycji na wodzie wynagradza wszystko. WARTO było
